W czwartek 27 października 2020 r. miałem pracowity dzień z dala od gór. Krążyłem po Bielsku-Białej robiąc zakupy i zajmowałem się sprawami księgowymi. Taki typowy dzień z fakturami. Do tego pogoda nie sprzyjała dłuższemu przebywaniu na świeżym powietrzu. ;) Dodatkowo, ochłodzenie w górach spowodowało, że mamy pierwsze opady śniegu na znacznym obszarze Beskidów. W tak zwanym międzyczasie, śledziłem zatem komunikaty pogodowe i zaglądałem na kamery internetowe. Aż tu nagle! Gdzieś zauważyłem zwiastun zbliżającego się rozpogodzenia. To zrujnowało cały mój dotychczasowy porządek dnia. Szybko sprawdziłem rozkłady jazdy, spakowałem plecak, aparat i nawet się nie obejrzałem jak siedziałem w autobusie PKS do Szczyrku. :) 

Przebieg trasy: Szczyrk (540 m n.p.m.) - Skrzyczne (1257 m n.p.m.) - Małe Skrzyczne (1211 m n.p.m.) - Malinowska Skała (1152 m n.p.m.) - Przełęcz Malinowska (in. Pod Malinowem, 1002 m n.p.m.) - stoki Malinowa (1114 m n.p.m.) - Dolina Malinowa - Szczyrk Solisko PKS (680 m n.p.m.)

Czas wycieczki: 5 godzin (z licznymi postojami na zdjęcia)

W Szczyrku zameldowałem się przed 14tą. Miałem szczęście, bo kolejka obecnie kursuje co pół godziny. Szybko kupiłem bilet i już byłem w drodze na najwyższy szczyt polskiej części Beskidu Śląskiego. Nie mam żadnej zniżki, więc tego dnia na przyjemność wjechania na szczyt wydałem 34 zł. Cennik dla turystów jest tutaj bardzo prosty: 17 zł za przejazd jednym odcinkiem kolei. Skoro ja skorzystałem z dwóch odcinków (Szczyrk - Jaworzyna, Jaworzyna - Skrzyczne) to zapłaciłem 34 zł. Nie ukrywam, że nie jest to najszczęśliwszy moment w moim życiu. Najchętniej wszedłbym na Skrzyczne (1257 m n.p.m.), ale tego dnia nie miałem na to czasu. Liczyłem na wspaniały spektakl mgieł, chmur, śniegu, złotych liści oraz słońca. W takich "spontanach" emocje i wrażenia są cenniejsze od pieniędzy. ;) 

pierwszy-snieg-skrzyczne-malinowska-skala-360x238x80-01.jpg
pierwszy-snieg-skrzyczne-malinowska-skala-360x238x80-02.jpg

W czarno-białym świecie

Spodziewałem się wielkiej ferii barw, a tymczasem dotarłem do krajobrazu niczym ze skali szarości. Była lekka odwilż z mgłą, więc wszystko jawiło się w czarno-białych barwach. Biel śniegu była wyrazista, a każdy inny kolor upodabniał się do czerni. ;) Był jednak pozytywny akcent. Mianowicie wiał wiatr, co mogło zwiastować nadchodzące rozpogodzenie. Postanowiłem zatem, że nie będę czekał na rozpogodzenie w schronisku, tylko pójdę dalej na szlak. Wybrałem się zatem na spacer zielonym szlakiem w kierunku Malinowskiej Skały (1152 m n.p.m.).

Na Skrzycznem (1257 m n.p.m.) klimaty były bardzo zimowe. Świeży mokry śnieg, oblodzone gałęzie i wiele elementów zdradzających, że niedawno było tutaj o wiele nieprzyjemniej. Jednym z tych elementów jest śnieg powciskany przez wiatr między kosodrzewinę. Jest to charakterystyczne dla Pilska (1557 m n.p.m.) i Babiej Góry (1725 m n.p.m.) w Beskidzie Żywieckim, ale tutaj leśnicy z Beskidu Śląskiego prowadzą badania jak kosodrzewina się przyjmie w trudnych warunkach na wysokości regla górnego. 

Na Zbójnickiej Kopie (1205 m n.p.m.) było nieco przyjemniej, ponieważ mgły trzymały się szczytu Skrzycznego. Te 52 m niżej stanowiło odczuwalną różnicę w widoczności. Momentami wiatr był coraz silniejszy, więc co jakiś czas szedłem we mgle i bez mgły. Tak na przemian. ;) Bardzo urokliwie (i groźnie zarazem) prezentowała się przyroda w najbliższym otoczeniu. Uwielbiam jak śnieg kontrastuje z liśćmi. Jesteśmy przyzwyczajeni, że śnieg pojawia się w okresie, gdy na drzewach nie ma liści. Późną jesienią albo wczesną wiosną obecność śniegu na liściach jest zatem także intrygująca. Nie tylko malownicza, ale także przykuwająca uwagę swoją pozorną sprzecznością. Z nieco bardziej przyziemnych spraw, to temperatura była na plusie, co dało się odczuć w przemoczonych butach. Podłoże było bardzo roztopowe, a woda spływała każdym możliwym rowem lub koleiną.

Chwilowo nieco jaśniej zrobiło się, gdy byłem na Małym Skrzycznem (1211 m n.p.m.). Złote liście na drzewach blisko mnie oraz brązowe liście na odleglejszych buczynach były bardzo dobrze widoczne. Wtedy też pojawiły się widoki na Beskid Śląski i Beskid Żywiecki. Nawet na momencik swoje uroki odsłoniła Czantoria Wielka (995 m n.p.m.). Jak to często bywa, gdy na chwilę wyjdzie słońce, potem przychodzi deszcz. Może i nie dopadła mnie silna ulewa, ale zrobiło się ponownie mgliście oraz dżdżysto. Przejście z Małego Skrzycznego (1211 m n.p.m.) na Malinowską Skałę (1152 m n.p.m.) odbywało się zatem w czarno-białych klimatach zbliżonych do szczytu Skrzycznego.

Na Malinowskiej Skale klimaty zrobiły się nieco minimalistyczne. Bardzo długo moją uwagę przykuwał świerkowy młodnik rosnący na bardzo dużej powierzchni. W połączeniu z jednolitą bielą śniegu i słabym oświetleniem, ów młodnik przypominał mi leśną teksturę. Gdy byłem na szczycie Malinowskiej Skały, jak rzadko kiedy, wychodnię skalną miałem na wyłączność. Ani żywej duszy dookoła. Zanim na szczyt przyszła gęsta mgła, udało mi się sfotografować piękną kolorową jesień w Dolinie Zimnika. Potem wszystko spowiła gęsta mgła i znów zrobiło się czarno-biało.

pierwszy-snieg-skrzyczne-malinowska-skala-360x238x80-04.jpg
pierwszy-snieg-skrzyczne-malinowska-skala-360x238x80-03.jpg

W kolorowym świecie

Nie zabawiłem zbyt długo na szczycie Malinowskiej Skały, ponieważ czułem, że mgła uczepiła się szczytu i niżej może być lepiej. Mam tu na myśli zarówno efekty wizualne, jak i komfort wędrówki. Faktycznie, wystarczyło przejść kilkaset metrów czerwonym szlakiem, aby znaleźć w innej - kolorowej - rzeczywistości. Akurat jak wyszedłem spod czepca mgieł na Malinowskiej Skale, nad Wisłą niebo zaczęło się rozpogadzać. Bardzo urokliwie wyglądały przebłyski słońca znad Stożka Wielkiego (978 m n.p.m.) lekko dochodzące do Wisły Malinki. Liczyłem zatem, że za kilka kwadransów warunki będą naprawdę mega. :) Z powodu topniejącego śniegu, zejście z Malinowskiej Skały przypominało wędrówkę po ulewnych deszczach. Szlakiem płynęła duża ilość wody. Dla mnie jako przewodnika nie jest to żadne zaskoczenie, ale lubię zwracać uwagę na podstawowe rzeczy, o których większość turystów zapomina. Jak jest dodatnia temperatura, a leży śnieg, to przy gruncie spływa woda. A że szlaki najczęściej prowadzą ścieżkami oraz drogami, to stają się one tymczasowymi potokami górskimi. Widać to bardzo dobrze na jednym zdjęciu w galerii.

W rejonie Przełęczy Malinowskiej (1002 m n.p.m.) warunki były już naprawdę przyjemne. Dogrzewało mnie słoneczko, wiatr był znacznie słabszy, a kolorystyka prawie jak w raju. Złote trawy, dużo białego śniegu, kolorowe liście na drzewach oraz intensywny błękit na niebie w połączniu z chmurami w różnych kolorach tęczy. :) Oczywiście, opis koloryzowany, ale moim zachwytom nie było końca. Był także kolejny uwielbiany przeze mnie akcent, czyli ciepłe słoneczne promienie przebijające się przez gęsty las. 

Prawdziwie piękny spektakl rozegrał się, gdy byłem na stokach Malinowa (1114 m n.p.m.). Kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu jest charakterystyczna przecinka w lesie. Ciągnie się ona wzdłuż grzbietu i czerwonego szlaku i jest obecnie najbardziej widokowym miejscem na Malinowie. Właśnie tam spędziłem dobre pół godziny na podziwianiu piękna natury. Słońce szybko zmierzało ku zachodowi, więc z minuty na minutę święciło coraz cieplejszymi barwami. Bajecznie w tym świetle prezentowały się złote trawy oraz stoki górskie. W szczególności zachwycił mnie widok na Baranią Górę (1220 m n.p.m.), sporą część Wisły oraz cały masyw Skrzycznego (1257 m n.p.m.). W tym samym momencie cieszyłem się, że nie jestem na Skrzycznem. Tam był gęsty czepiec mgieł przyczepiony do grzbietu. O ile z perspektywy Malinowa wyglądało to pięknie, o tyle niekoniecznie pięknie musiało być wewnątrz tej gęstej mgły. ;)

Do Szczyrku Soliska, czyli do pętli autobusowej Szczyrk Salmopol, doszedłem już długo po zachodzie słońca. Na zejściu niebieskim szlakiem udało mi się jeszcze uchwycić ostatnie promienie słońca na Klimczoku (1117 m n.p.m.), który niczym parowóz emitował duże ilości mgieł. Malowniczo w tym wszystkim prezentowała się Dolina Malinowa. Wyszedł z tego ciekawy kadr niemal całkowicie pozbawiony zabudowy. :) 

Podsumowując, jestem bardzo zadowolony z tego popołudnia. Spektakl na Malinowie dał mi pozytywnego kopa na kilka najbliższych dni. Wjazd kolejką na Skrzycznę uznaję za wyższą konieczność. Celowałem w spektakl kolorów na Skrzycznem, który w praktyce odbył się na Malinowie. Nie czuję się jednak z tego powodu zawiedziony, ponieważ różnorodność warunków była dla mnie bardzo przyjemnym urozmaiceniem. Tym bardziej cieszę się, że skusiłem się na spacer grzbietem, a nie czekałem biernie w schronisku aż może coś się poprawi. Spacer ten po raz kolejny pokazał, że piękne spektakle są po prostu w górach. Nie trzeba być na najwyższych szczytach żeby podziwiać wspaniałe widoki. :)

Galeria zdjęć z wycieczki:

Zamów moją usługę!

To zdjęcie ma być zachętą do zamówienia usługi przewodnika beskidzkiego... ;)

Podobało się?
SKORZYSTAJ Z MOICH USŁUG!
Zwiedzaj tak jak MY! :)

Jeżeli spodobała Ci się ta wycieczka, jeżeli masz ochotę zorganizować dla siebie taką samą lub podobną wycieczkę, skontaktuj się ze mną. Gwarantuję profesjonalną usługę oraz pomoc przy organizacji wycieczki. Jestem licencjonowanym przewodnikiem beskidzkim i zachęcam do współpracy.

Kontakt ze mną
To zdjęcie ma być zachętą do zamówienia usługi przewodnika beskidzkiego... ;)

Podobało się?
SKORZYSTAJ Z MOICH USŁUG!
Zwiedzaj tak jak MY! :)

Jeżeli spodobała Ci się ta wycieczka, jeżeli masz ochotę zorganizować dla siebie taką samą lub podobną wycieczkę, skontaktuj się ze mną. Gwarantuję profesjonalną usługę oraz pomoc przy organizacji wycieczki. Jestem licencjonowanym przewodnikiem beskidzkim i zachęcam do współpracy.

Kontakt ze mną